Witold Szalonek – biogram

Witold Szalonek był bez wątpienia najoryginalniejszym kompozytorem polskim       w drugiej połowie XX wieku. Za życia dał się poznać jako inspirujący pedagog, wybitny intelektualista, animator, szef artystyczny i organizator imprez kulturalnych. Szalonek był człowiekiem wyjątkowym – z jednej strony był wielkim nonkonformistą, miał swoje wyobrażenia i zazwyczaj tego się trzymał. Z drugiej był człowiekiem niezwykle czułym i serdecznym. Można mu było podsunąć pomysły i wtedy szedł na kompromisy[1].

 

Rodem ze Śląska

          Witold Szalonek urodził się 2 marca 1927 w Czechowicach-Dziedzicach na granicy trzech regionów kulturalnych: polskiego, niemieckiego i czeskiego. Rodzinnie związany był z Zaolziem, jednakże przodkowie opuścili tę ziemię z powodów politycznych i osiedli w podbytomskich Łagiewnikach.Wcześniej, przez krótki okres czasu Szalonek mieszkał w Dąbrówce Małej[2].

         Pierwsze lekcje muzyki otrzymywał w domu. Otoczenie, w którym dorastał wywarło niebagatelny wpływ na jego artystyczny rozwój. Brzmienie dzwonów sanktuarium w Piekarach Śląskich utkwiło w nim na całe życie. Ukształtowało ono wizję krajobrazu dźwiękowego „jego Łagiewnik”, którą można dostrzec w całej twórczości kompozytora, szczególnie tej, z etapu berlińskiego, będącej szczególnym manifestem śląskości. Muzyka dzwonów dzieciństwa wpłynęła również na wysnucie przez Szalonka pewnych wniosków dotyczących twórczości Chopina. Na jednym z forów Towarzystwa Chopinowskiego wygłosił wykład o teorii archetypu muzyki dzwonowej, kształtującej wizję brzmienia fortepianu Chopina.

Wybuch wojny przeszkodził w rozwoju artystycznym młodego Witolda. Nie było mowy o normalnych studiach muzycznych. Nie dopuszczono go do uczenia się w szkole państwowej, po długich staraniach udało mu się jednak dostać do prywatnego konserwatorium pani Hanzel w Bytomiu, dzięki któremu w jakimś stopniu obcował z muzyką, choć zbytnio nie rozwijał się tam pianistycznie.

Kolejnym etapem była nauka w liceum muzycznym w Katowicach. Wstąpił do trzeciej klasy tej szkoły w wieku 18 lat. Był to czas ciężkiej pracy, nadrabiania zaległości w nauce ogólnej i ćwiczeń na fortepianie pod okiem Wandy Chmielowskiej. W okresie tym interesował się również kompozycją, inspirowany twórczością Fryderyka Chopina, stworzył m.in.  własny Mazurek na fortepian (utwór napisany z okazji urodzin dyrektora liceum muzycznego). W 1949 Szalonek zdał egzamin maturalny[3].

 Studia w Katowicach i w Paryżu

          Po maturze, Witold dostał się na studia do Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w Katowicach, gdzie przyjęto go na drugi rok, do klasy fortepianu Wandy Chmielowskiej. Ciągłe nadrabianie zaległości na skutek straconego czasu w trakcie wojny, nieustanne dążenie do perfekcji pianistycznej, doprowadziły do przeforsowania ręki i zapalenia ścięgna w stawie łokciowym. Uniemożliwiło to kontynuowanie studiów instrumentalnych, co pozostawiło w nim na zawsze dość duże poczucie niespełnienia pianistycznego. Żona kompozytora, pani Beata, opowiadała, jak Witold mając jednak za sobą pewne próby i pierwsze doświadczenia kompozytorskie, w 1951 za sugestią prof. Władysławy Markiewiczówny, której pokazał swoje kompozycje, zdawał na studia do  prof. Bolesława Woytowicza. Wszechstronna erudycja tego pedagoga , kompozytora  i wówczas jeszcze koncertującego pianisty wywarła na Witoldzie ogromne wrażenie, a jego powiedzenie: „kompozytorem pan będzie, czy pan tego chce, czy nie” upewniło go w wyborze drogi życiowej i pomogło intensywnie” nadrabiać czas stracony” przez 5 wojennych lat. Pisał mało i bezustannie cyzelował , więc – jak opowiadał – profesor niewiele poprawiał. Za to pod każdą zaproponowaną  przez niego zmianą, mógł się podpisać obiema rękami [4].

U Woytowicza studiował wraz z Wojciechem Kilarem. Obaj, choć ich drogi twórcze diametralnie się różniły, inspirowali się wzajemnie. Kiedy Kilar fascynował się witalizmem, Szalonek brnął w awangardę[5]. Tak jak inni twórcy lat pięćdziesiątych, szczególnie interesował się webernowskim konstruktywizmem, a następnie sonoryzmem. Poszukiwał zatem nowych sposobów i środków tworzenia muzyki. Kilar zainteresował go literaturą i poezją, zarówno polską jak i światową. Szczególnie bliska Szalonkowi okazała się twórczość Norwida. Do końca życia wielokrotnie powtarzał za nim, że „sztuka jest kształtem miłości”. W rozumieniu poety, sztuka przejawia miłość do człowieka. To ona jako jedna z pierwszych dyscyplin ludzkiego działania, włączała wszelkie tendencje rewolucyjne i wolnościowe. Zdaniem Szalonka miłość do człowieka, do wolności, do pokoju – to trzy najważniejsze sprawy podtrzymujące całą istotę bytu. Tylko bowiem pełny pokój spełni warunki wykorzystania – zgodnie z przeznaczeniem – twórczego geniuszu człowieka. O ten pokój – w imię miłości do człowieka – walczyła, walczy i zawsze będzie walczyć sztuka[6]. W takim poczuciu Witold tworzył, przelewał swe emocje na papier, chcąc przy pomocy dźwięków przemawiać do wszystkich.

W 1956 Szalonek ukończył uczelnię z odznaczeniem, w tym samym roku został członkiem Związku Kompozytorów Polskich. Od tego momentu działał organizując życie muzyczne. Cyklicznie odbywały się wedle jego pomysłu imprezy Koła Terenowego ZKP w Katowicach, promujące polską twórczość współczesną. Szalonek współtworzył m.in. forum koncertowe „Śląskich Trybun Kompozytorów”, Górnośląski Festiwal Kameralistyki, „Rainbow Music” i inne. Regularnie pisał recenzje na łamach „Trybuny Robotniczej”, „Dziennika Zachodniego”, czy „Życia bytomskiego”. Popularyzował także  kulturę na antenie Polskiego Radia[7].

W latach 1962-63 kontynuował studia kompozytorskie u Nadii Boulanger w Paryżu. Czy wpłynęły one znacząco na rozwój młodego twórcy? Chyba nie do końca, Nadia Boulanger, jak wspominała żona kompozytora, to było ogromne przeżycie, choć robił z nią jedynie analizy muzyczne. Zajęcia z nią, poza muzeami i przyjaźnią z Michałem Spisakiem i jego żoną Andree, to jedyne co wspominał dobrze  z paryskiego epizodu , bo borykał się z niemałymi trudnościami finansowymi , jako, że ministerstwo bardzo opieszale przekazywało przyznane niewielkie przecież sumy swoim stypendystom, zostawiając ich niekiedy bez środków do życia. Takie były czasy! [8]

Z jednej strony duże wyróżnienie, rozwój, poznanie nowej kultury, z drugiej – ciężkie doświadczenie egzystencji w bardzo niekomfortowych warunkach. Niestety tak można podsumować roczny pobyt Szalonka za granicą.

Praca w macierzystej uczelni

           Po ukończeniu studiów Szalonek rozpoczął pracę pedagogiczną na stanowisku asystenta w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Katowicach. Równocześnie poświęcał się jednej ze swych pasji. Mianowicie, prowadził dwa chóry – „Hejnał” w Łagiewnikach”, oraz „Echo” w Chropaczewie, a także związany był z chórem parafii św. Jana Nepomucena, w Bytomiu Łagiewnikach – Chórem św. Cecylii. Pięknie wspominał o tym fakcie Ryszard Gabryś w przemówieniu wygłoszonym podczas uroczystości nadania placowi przed kościołem pod wezwaniem św. Jana Nepomucena w Bytomiu Łagiewnikach imienia Profesora Witolda Szalonka:

 Mnóstwo „Szalonkianów” zrodziło się z myślą o konkretnych wykonawcach, ich nazwiska pojawiają się zaś nie tylko w dedykacjach, lecz nawet w tytułach dzieł. I niewątpliwie obejmuje ten sposób autorskiego postępowania także „Tres Hymni”, a Św. Jan Nepomucen z tytułu to właśnie ten – tutejszy nasz Patron stuletniej w czasie, gdy tryptyk dojrzewał, świątyni. Ukończony został we wrześniu 1995, jak podają „Pisma”, a w nutach odkrywamy znamienny adres, datowany na  19 maja, […] z dedykacją: […]  „Księdzu proboszczowi Alfredowi Szkróbce oraz chórowi św. Cecylii …”, chórowi, bez którego kunsztowne to opus by nie zaistniało, skomponowane na prośbę chórzystów i dla Pani Stefanii Rak, wykonawczymi sola sopranowego w „Hymnach”[9] .

          Z zespołami chóralnymi kompozytor był nie tylko związany emocjonalnie, ale również wiele im zawdzięczał. Pisząc specjalnie na potrzeby zespołów, rozwinął swą twórczość chóralną, w której wielokrotnie czerpał z polskiego folkloru. Jest to cenny dorobek śląskiej kultury.

W 1967 po przewodzie, uzyskał nominację na stanowisko docenta. Prowadził zajęcia z kompozycji i analizy muzycznej, uczył również technik kompozytorskich, czytania partytur, czy instrumentacji. Już w tym okresie dał się poznać jako wybitny, niezwykle charyzmatyczny i inspirujący pedagog, skupiający wokół siebie spore grono „wyznawców” jego wizji i twórczości.

W latach 1970-74 objął stanowisko Kierownika Katedry Teorii Muzyki i Kompozycji. W 1970 został nagrodzony przez Deutscher Akademischer Austauschdienst i przez rok realizował stypendium w Berlinie Zachodnim. W 1972 otrzymał nominację na stanowisko rektora PWSM w Katowicach. Szalonek zapytany przez Michała Liszkę o tę kwestię w jednym z wywiadów, tłumaczył następująco:

To sprawa bardzo zawikłana i nie chciałbym jej teraz rozgrzebywać. Jest faktem, że encyklopedie (nie tylko polskie) podają, że byłem rektorem PWSM w Katowicach od 1972 do 1973 roku. Nominację rektorską dostałem, ale moim warunkiem sine qua non było obsadzenie w roli prorektora, doskonałego organizatora, dr Karola Musioła. Już po nominacji, w MKiSz powiedziano mi, że on tej nominacji otrzymać nie może. Były pertraktacje, próbowano mi tłumaczyć, ale ja raczej oponowałem. Encyklopedie więc mylą się, bo mojego portretu w galerii rektorów naszej Akademii Muzycznej nie ma[10].

          W 1973 w wyniku wygranego konkursu Szalonek objął klasę kompozycji po zmarłym profesorze Borysie Blacherze w Hochschule der Künste w Berlinie.

 

Opuszczenie kraju i objęcie posady w berlińskiej Hochschule der Künste

           Uczelnia Hochschule der Künste w Berlinie (założona przez przyjaciela Johannesa Brahmsa,  Josepha Joachima, który był pierwszym dyrektorem uczelni w latach 1869-1907) miała od dawna wysoką renomę na świecie. Uczyło się w niej także kilku wybitnych polaków, wśród nich Mieczysław Karłowicz, Ludomir Różycki, czy Stanisław Moniuszko. Kiedy tylko ogłoszono międzynarodowy konkurs na objęcie profesury w klasie kompozycji (po śmierci rektora uczelni, prof. Borysa Blachera),  Szalonek przystąpił do niego wraz z czterdziestoma innymi osobami. Udało mu się wygrać  konkurs.

Przeniesienie się do Berlina było bez wątpienia szczególnie przełomowym etapem w życiu kompozytora. Początki były bardzo trudne. Wiązały się z brakiem akceptacji, poczuciem osamotnienia w nowym środowisku muzycznym. Nie było łatwo odtworzyć karierę kompozytorską na rynku zachodnim. Te i inne kłopoty miały swe odbicie w twórczości Szalonka. W swych dziełach zawsze podkreślał swoją tożsamość narodową i  śląski rodowód. Starał się bywać na Śląsku jak najczęściej. Łączył nawet pracę pedagogiczną    w obu uczelniach równocześnie, jednak w 1980 podał się do dymisji w Katowicach[11]. Niejednokrotnie mówił o tym w wywiadach:

Początkowo próbowałem łączyć swoje obowiązki profesora w Hochschule der Künste z pracą w katowickiej Akademii, lec

z na dłuższą metę nie było to możliwe. Nie zarzucam jednak myśli o wzmocnieniu chwilowo osłabionej więzi z moją macierzystą uczelnią[12].

          Będąc w Berlinie, Szalonek dążył do wypromowania sztuki polskiej. Wbrew pozorom, środowisko niemieckie nie znało polskiej twórczości poza dziełami Chopina i Szymanowskiego, a przecież właśnie na Zachodzie tworzyli Palester, Panufnik, Szałowski. Zaskoczeniem dla Witolda był brak jakiejkolwiek znajomości dzieł Spisaka, Malawskiego, Woytowicza, czy Szabelskiego. W celu poprawienia tej sytuacji, działał na kilku płaszczyznach. Współzałożył w Berlinie Towarzystwo im. Szymanowskiego w 1982, które miało na celu propagowanie muzyki polskiej w ogóle, z dużym zwróceniem uwagi na twórczość najnowszą[13].

Szalonek w żadnym wypadku nie odciął się od swojej ojczyzny, kilkakrotnie w roku powracał do Polski. Miał tu przecież ro

dzinę i przyjaciół. Bywał przy okazji festiwali, na których wystawiano jego utwory. Bardzo chciał wrócić do ukochanych Łagiewnik.

 Ważniejsze osiągnięcia

           Witold Szalonek otrzymał wiele nagród i odznaczeń, były to kolejno:

– II nagroda na Konkursie Związku Kompozytorów Polskich w 1952 za „Pastorale” na obój i fortepian (1952),

 

–  Nagroda Muzyczna miasta Katowic, przyznana w 1964

– III nagroda na  konkursie kompozytorskim im. Artura Malawskiego w 1966 za „Quattro monologhi per oboe solo” (1966),

– Nagroda Ministra Kultury i Sztuki w 1967

– II nagroda na konkursie kompozytorskim im. Artura Malawskiego w 1968 za „Mutazioni” na orkiestrę kameralną (1966)

– III nagroda na konkursie kompozytorskim im. Artura Malawskiego w 1968 za „Proporzioni I” na flet, altówkę i harfę (1967).

 

– tytuł doktora honoris causa przyznany przez Uniwersytet Wilhelmiński w Münster w 1990

– Nagroda Związku Kompozytorów Polskich przyznana w 1994

– nagroda „Kulturpreis Schlesien” w 1999 w Oldenburgu, przyznawana polskim i niemieckim twórcom związanym ze Śląskiem, ufundowana przez Rząd Dolnej Saksonii.

Utwory Szalonka gościły na wielu festiwalach, m.in. na Międzynarodowych Wakacyjnych Kursach Nowej Muzyki w Da

rmstadt, Światowych Dniach Muzyki Międzynarodowego Towarzystwa Muzyki Współczesnej (ISCM), „Warszawskiej Jesieni”, „Time of Music” w Viitasaari, Gulbenkian Music Festival w Lizbonie, „Inventionen” w Berlinie, „Alternatywach” w Moskwie, „Kontrastach” we Lwowie.

 Zainteresowania kompozytora

           Witold Szalonek był człowiekiem niezwykle wszechstronnym. O jego pozamuzycznych zainteresowaniach opowiedziała mi w jednej z przeprowadzonych rozmów żona kompozytora, pani Beata Zygmunt-Szalonek:

We wczesnej  młodości Witold chętnie i dużo malował, jednak żadna z tych akwarel się nie zachowała. Szczególnie interesowała go również literatura, zwłaszcza filozoficzna – czytał Kołakowskiego, Huizinge, Levi-Straussa, Teilharda de Chardin – ale także kosmologiczna – twórczość Michała Hellera, Lema czy, Hoimara von Ditfurtha. Bardzo ważne miejsce zajmowała również poezja Norwida.

Kolejną rzeczą, którą lubił Szalonek było oczywiście kino. Miał swoich ulubionych aktorów: Marlona Brando, Roda Steigera, Jeana Gabina, Jean- Louis Barrault. Pani Beata wspominała, jak słynny plakat” Komediantów” Marcela Carne wisiał przez lata w katowickiej pracowni jej męża. Witold był fanem Audrey Hepburn, z kolei z synami oglądał chętnie Muppets Show, filmy przyrodnicze i SF.

Nade wszystko miłował Chopina, którego słuchał „na rozpoczęcie dnia” – przy śniadaniu. W ostatnich latach były to etiudy w wykonaniu Polliniego. Tuż za Chopinem ważne miejsce zajmował Debussy. Z okazji setnej rocznicy urodzin kompozytora, dnia 8 maja 1962 Szalonek wygłosił w auli PWSM w Katowicach wykład pt. „Claude Debussy 1862-1918”. Poza tym cenił muzykę Bacha, Strawińskiego, Szymanowskiego, czy Weberna. Bardzo lubił również musical West Side Story, według pomysłu Jerome’a Robbinsa z librettem Arthura Laurentsa i muzyką Leonarda Bernsteina.

Nie zamykał się przed żadną muzyką, jeśli była dobra. Przysłuchiwał się temu, co słuchali synowie i często pochwalał ich wybór – gdy byli to The Beatles, czy ABBA- oba zespoły cenił. Podobnie, jak naszych Skaldów. Uwielbiał Starszych Panów[14].

 Ciąg dalszy nastąpi 🙂


* Żródło: Emilia Ogonowska-Jaroń, Barwa oboju czynnikiem formotwórczym w wybranych dziełach Witolda Szalonka. Praca dyplomowa, Katowice 2011. (Artykuł był w przeszłości we fragmencie opublikowany na portalu Stretto.pl, jednakże serwis przestał istnieć)

[1] Emilia Ogonowska-Jaroń, Wywiad z Kazimierzem Dawidkiem, Zakopane, 22.07.2011.

[2] Eugenia Wybraniec, Witold Szalonek, „Poglądy” 15 – 31 /08/1977, s. 44.

[3] Ibidem.

[4] Emilia Ogonowska-Jaroń, Wywiad z Beatą Zygmunt-Szalonek, przeprowadzony drogą mailową, 28.01.2011

[5] Magdalena Dziadek, Odszedł Witold Szalonek, „Śląsk” 12/2001, s. 40

[6] W.Szalonek ,Szlachetne idee służące ludzkości, „Trybuna Robotnicza”  Nr 10, s. 5

[7] E. Wybraniec, Witold Szalonek, „Poglądy” 15 – 31 /08/1977, s. 44.

[8] E. Ogonowska-Jaroń, Wywiad z Beatą Zygmunt-Szalonek, 28.01.2011.

[9] Ryszard Gabryś, fragment przemówienia z dn. 31. 10. 2010., wygłoszonego z okazji uroczystości poświecenia placu naprzeciwko kościoła św. Jana Nepomucena i nadaniu mu imienia Profesora Witolda Szalonka.

[10] Michał Liszka, Piekarskie dzwony w Berlinie, „Trybuna Robotnicza”, 01.06.1990, s.15.

[11] Halina Szymura, wywiad telewizyjny z Witoldem Szalonkiem Nie tylko o muzyce, Ardium 8P21780.

[12] Karol Bula, Szalonek „Dziennik Śląski”, 29.04.1992, s. 12.

[13] Ryszard Gabryś, Tu jest mój dom, tygodnik społeczno kulturalny „Tak i nie”, nr 23 (59), 08.06.1984, s.57.

[14]E. Ogonowska-Jaroń, Wywiad z Beatą Zygmunt-Szalonek, 29.01.2011.