Stefan Kisielewski – kompozytor, publicysta, pisarz i krytyk muzyczny

Patos czy humor, miłość czy logika, wiara czy kalkulacja, nadzieja czy zwątpienie? Osobiście sądzę, że wszystko co powinniśmy zamyka się w jednym zaleceniu: bądźmy silni. Zaś jedyną formą patosu dla człowieka silnego jest: humor

(Stefan Kisielewski, 1947)

Stefan Kisielewski – bardziej publicysta, pisarz, krytyk muzyczny, a może kompozytor czy pedagog? Odpowiedź wbrew pozorom nie jest skomplikowana – nikt bardziej i nikt mniej – po prostu Kisiel, jedyny w swoim rodzaju, wyjątkowy. Aby pełniej zrozumieć fenomen jego interdyscyplinarnej działalności, należałoby zacząć od początku – od domu rodzinnego.

Kompozytor, urodzony w roku 1911, należał do pierwszej generacji wychowywanej w niepodległej Polsce, którą w literaturze zwykło określać się „Pokoleniem 1910”[1]. Generacja ta była świadkiem najważniejszych wydarzeń historycznych XX wieku: dwóch wojen światowych, kryzysu lat trzydziestych, okupacji; w końcu – świadkiem rodzącej się nowoczesności. Talent pisarski Stefan Kisielewski odziedziczył niejako w genach (ojciec jego Zygmunt był pisarzem, a także wybitnym felietonistą). Zygmunt Kisielewski – zapalony nacjonalista, mniej skupiając się na rozwoju literackich zdolności swego syna, a bardziej na ukształtowaniu odpowiednich poglądów politycznych – posłał młodego kompozytora do Legionu Młodych – organizacji skupiającej młodzież o prosanacyjnej orientacji. Jednak wbrew oczekiwanym przez ojca rezultatom, młody Stefan, przygotowując wystąpienie na temat nacjonalizmu, zetknął się z myślą Romana Dmowskiego, co stało się źródłem jego późniejszych konserwatywno-liberalnych poglądów.

W rodzinie Kisielewskich muzyką się nie interesowano, a jednak kilkuletni chłopiec zafascynował się zauważonym gdzieś pianinem i – jak głosi anegdota – „odrysował z odpowiedniego podręcznika klawiaturę fortepianu i kładąc ją na krawędzi stołu jął z pasją na niej bębnić”[2]. Tak począł młody muzyk rozwijać swoje pasje muzyczne, uczęszczając na prywatne lekcje z gry na pianinie, aż w roku 1927 dostał się (za drugim podejściem) do Konserwatorium. Szereg lat później przyszły pierwsze fascynacje muzyczne: Zatopiona katedra Debussy’ego, później Symfonia klasyczna Prokofiewa, o której kompozytor tak wypowiedział się we Wspomnieniach muzycznych:

Niedługo potem przekonałem się, że muzyki bez melodii nie słyszy się jednak na świecie zbyt wiele i że muzyka „nowoczesna”, bardziej nowoczesna od „Zatopionej katedry”, odznacza się melodyjnością prostszą i łatwiej uchwytną niż Wagner i Skriabin, których to uważałem wtedy za wielkich niezrozumialców. Przekonał mnie o tym wszystkim mój pierwszy w życiu koncert muzyki współczesnej, a głównie jeden punkt jego programu: „Symfonia klasyczna” Prokofiewa, która uczyniła mnie zaprzysiężonym entuzjastą tego kompozytora na długie, długie lata[3].

Lata studiów w warszawskim Konserwatorium upływały pod znakiem dość „ciężkostrawnej” atmosfery w ówczesnym środowisku muzycznym. Oto uczelnia, będąca Państwową Wyższą Szkołą Muzyczną, funkcjonowała jako szkoła o profilu zawodowym, przyjmując doń również dzieci. Kolejni dyrektorzy próbowali dokonać zmian i tak w 1930 roku środowisko muzyczne zostało podzielone: z jednej strony Karol Szymanowski – zwolennik postępu, z drugiej – Witold Maliszewski – konserwatysta. Po dymisji Karola Szymanowskiego i przywróceniu jednolitej organizacji Konserwatorium, studenci (nie zabrakło oczywiście Stanisława Kisielewskiego) przeprowadzili strajk. W rezultacie Kisiel „dostał” trzymiesięczne zawieszenie.

W czasach studiów (początkowo z teorii i fortepianu, później z upragnionej kompozycji), powstało wiele utworów, z których do ważniejszych należą: Kwartet smyczkowy, Sonata na skrzypce i fortepian, Wariacje fortepianowe i utwór dyplomowy z kompozycji – Kantata do słów Psalmu 46. Warto dodać, iż Kisielewski w czasie nauki w Konserwatorium podjął kolejne kierunki, tym razem na UW – polonistykę oraz filozofię, nie ukończył ich jednak.

KISIEL I JEGO MUZYKA

Na początki pracy kompozytorskiej przypadają również publicystyczne debiuty – pierwszy w dwutygodniku „Echo Tygodnia”, następnie w periodyku „Muzyka Polska”. W lutym 1936 roku w dwutygodniku „Bunt Młodych” (który później przemianowany został na „Politykę”), ukazał się pierwszy artykuł młodego Kisielewskiego. Artykuł ów nosił tytuł Coś o muzyce i stał się pierwszą wykładnią artystycznego światopoglądu kompozytora. Pisał w nim:

Treścią utworu muzycznego jest właśnie jego muzyczna budowa, harmonijna tematyka etc. […] treść w sensie literackim jest pewnym zbiorem, pewnym systemem zjawisk natury myślowej. Czyż treść muzyki miałaby być czemś pozamuzycznem, czemś wykraczającem w kategorie pojęciowe innej sztuki? Toż jawny absurd![4]

Swoje estetyczne credo, mimo młodego wieku tak już ugruntowane, będzie kompozytor wyznawał już zawsze. Ponad trzydzieści lat po felietonie Coś o muzyce pisał:

Moje skąpe komponowanie jest funkcją mojego poglądu (a także odczucia) estetycznego: że muzyka nie wyraża potocznych, życiowych stanów uczuciowych, literackich czy filozoficznych, lecz emocje własne typu napięciowo-energetycznego, gdzie pozioma linia przebiegu formalno-dramatycznego jest najważniejsza[5].

Estetyczne poglądy przełożyły się na styl, w jakim kompozytor pisał, a który mimo zaanektowania niektórych „nowinek” (choćby takich jak sonoryzm, czasem użycie serii interwałowych etc.) pozostawał niezmienny. Muzyka Kisielewskiego jest głęboko zakorzeniona w nurcie neoklasycznym, niezależna programowo, witalna, włożona w ramy klasycznych form: sonaty, suity, koncertu. Język dźwiękowy jego kompozycji jest silnie schromatyzowany, dysonujący, momentami atonalny, jednak scentralizowany. Utwory Kisielewskiego realizują również idee perpetum mobile, o czym świadczą takie tytuły, jak choćby: Moto perpetuo na fortepian czy Perpetuum mobile na orkiestrę. Na temat umiłowania „wiecznego ruchu” kompozytor tak wypowiadał się we Wrocławskich etiudach krytycznych:

Tak więc w istocie przez całe życie piszę jeden i ten sam utwór (tak jak Dukas pisał 20 lat „Ucznia czarnoksiężnika”), pragnąc wcielić jak najlepiej moją stałą ideę „wiecznego ruchu” – może czasem uda się to zrealizować w sposób względnie adekwatny do zamierzeń[6].

Potwierdzenie tych słów odnaleźć można również w wywiadzie Marty Ługowskiej przeprowadzonym z kompozytorem na temat Koncertu fortepianowego:

  • M.Ł. – Pianista gra cały czas…
  • S.K. – Tak w dodatku są tu rzeczy do wymęczenia go, na przykład dużo oktaw.
  • M.Ł – Czyli chodzi o sprawdzenie solisty?
  • S.K. – Po prostu traktuję go jak maszynę. U nas przyjęło się, że fortepian śpiewa, a u mnie przeważnie rąbie[7].

Nie będzie jednak zupełną prawdą opinia, że utwory Kisielewskiego są tylko witalne, motoryczne, bez jakichkolwiek elementów pozamuzycznych. Ponieważ oto kompozytor, który tak nieustępliwie trzymał się swoich neoklasycznych upodobań, napisał pieśni: dwa cykle do słów Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego: 5 Pieśni oraz 7 Pieśni (1952–1954). Przesycone liryzmem i wysoką emocjonalnością, impresjonistyczne, nawiązują bardziej już do twórczości Karola Szymanowskiego aniżeli do klasyków z początku XX wieku. W roku 1959 Kisielewski umuzycznił jeszcze dwa inne teksty K.I. Gałczyńskiego – ostatnie dwa poematy z cyklu Zaczarowana dorożka. Wcześniej jeszcze, bo w roku 1955, sięgnął do poezji Adama Mickiewicza, pisząc na konkurs pieśń do słów siódmego Sonetu Krymskiego – Bakczysaraj w nocy. Poza pieśniami wystarczy wspomnieć choćby o Trzech scenach burzliwych czy sentymentalnej, poświęconej przyjacielowi z dawnych lat – Ludwikowi Kurkiewiczowi – Małej rapsodii. Kompozytor jednak, mimo tych muzycznych „wyjątków”, przez całe życie utrzymywał postawę uznającą autonomiczność kompozycji muzycznych.

Twórczość „poważna” nie była jednak jedynym nurtem, jakim zajmował się Kisielewski. Już w latach 30. zaczął współpracę ze Spółdzielnią Autorów Filmowych, pisząc muzykę do krótkiej etiudy w reżyserii Franciszki i Stefana Themersonów pt. Przygoda człowieka poczciwego. Dalej przyszły kolejne propozycje muzyki filmowej, jak choćby słynna ekranizacja Zemsty Aleksandra Fredry w reżyserii Antoniego Bohdziewicza[8] czy „komedii fantastycznej” Kalosze szczęścia[9], z której do dziś niektórzy jeszcze pamiętają refren tytułowej piosenki:

  • Chcesz na Hawaje jechać, czy
  • Zobaczyć afrykański brzeg
  • Kilimandżaro ci się śni
  • Skok tygrysa, bieg antylop
  • Podróże, morza, góry, step
  • Neony miast i lustra rzek
  • Nałóż kalosze, te ze strychu
  • Życzenie powiedz swe po cichu
  • Życzenie twoje spełni się
  • Na pewno tak, a może nie[10]

 Kompozytor był również autorem muzyki do szeregu sztuk, jak choćby wystawionej w Teatrze Narodowym w 1963 roku Niezwykłej Przygody Pana Kleksa[11].

Do tego licznego kalejdoskopu twórczości warto dodać jeszcze balety – ten np. z 1962 roku pt. System doktora Smoły i profesora Pierza, do którego kompozytor napisał libretto sam (na podstawie opowiadania Edgara Allana Poego). Akcja baletu rozgrywa się… w domu wariatów:

Parę razy odrzucano balet pod zarzutem, że to jest aluzja do Polski Ludowej, ten dom wariatów – co nie było moją intencją akurat w tym wypadku […] no, a nowela „System doktora Smoły i profesora Pierza” wydała mi się fascynująca: połączenie komizmu i grozy, przy tym tyle okazji do napisania czegoś śmiesznego. Orkiestra złożona z wariatów, różne objawy wariactwa, komuś się wydaje, że jest żabą, komuś innemu, że jest korkiem od szampana […] – to wszystko jest szalenie zachęcające dla kompozytora[12].

Tytuł kolejnego baletu, napisanego w roku 1967 – Wesołe miasteczko – również wydaje się skrywać drugie dno albo raczej proroctwo do wydarzeń, jakie rozegrały się rok później[13].

Do tego całego „niepoważnego” kalejdoskopu dochodzą jeszcze takie ciekawostki, jak: Rzeszowskie pieśni ludowe (na zamówienie Zespołu Pieśni i Tańca „Mazowsze”), Polki śląskie (dla Kapeli Polskiego Radia), fascynacja muzyką jazzową (wystarczy wspomnieć chociażby o III części Koncertu na orkiestrę kameralną, której temat jest w rytmie ragtime’u, czy opatrzenie wstępami dwóch publikacji o jazzie[14]). Warto wspomnieć, że syn Stefana Kisielewskiego był jednym z czołowych polskich pianistów rozrywkowych lat 60. i 70. (wspólnie z Markiem Tomaszewskim założyli słynny duet fortepianowy „Marek i Wacek”).

KISIEL – PISARZ I PUBLICYSTA

Kisielewski, mimo tak ogromnego dorobku kompozytorskiego, szerszej publiczności znany jest jako publicysta – do samego „Tygodnika Powszechnego” napisał ponad 1500 felietonów. Pierwsze felietony publikował w dwutygodniku „Echo Tygodnia”; w kilka lat później, w 1936 roku, nawiązał kontakt z redaktorem „Buntu Młodych” – Jerzym Giedroyciem, będąc początkowo odpowiedzialnym za artykuły na tematy muzyczne. Szybko jednak przestał zajmować się tylko kwestiami muzycznymi, gdyż już w drugim artykule zaczął pisać o polityce. Giedroyc tak wypowiadał się o młodym Kisielewskim:

Jego poglądy były mi z gruntu obce. A zarazem miałem do niego dużą słabość za jego wielką odwagę. I za jego przekorę. To są cechy, które bardzo lubię i bardzo cenię. (…) Za to publicystą Kisielewski był świetnym, tylko, że potwornie nierównym. Powinien był przez całe życie pisać wyłącznie felietony miast porywać się na powieści i na politykę. Był doskonałym felietonistą, a felieton był formą, w której wyraził się najpełniej.[15]

Odtąd to właśnie polityka i sztuka stały się dominujące w twórczości publicystycznej Kisielewskiego (taką też nazwę nadał on swojemu pierwszemu zbiorowi esejów[16]). Kilka lat później dwutygodnik „Bunt Młodych” przemianowany został na „Politykę”. W tym samym roku (1936) Kisielewski debiutował w „Muzyce Polskiej”, a niedługo później wdał się w słynny konflikt (oczywiście odbywający się drogą pisarską wyłącznie) z Józefem Kofflerem, miażdżąc swoją krytyką jego Variations sur une valse de Johann Strauss op. 23. Ta sławna swego czasu wymiana zdań zakończona została słowami Kisielewskiego, które brzmiały: wreszcie pana Kofflera nie znam i nigdy go nawet nie widziałem (czego zresztą obecnie wcale nie żałuję) [17].

Po wojnie Stefan Kisielewski osiadł w Krakowie i tam – w roku 1945 założył „Ruch Muzyczny”, który redagował do roku 1948 (później po reaktywowaniu pisma w roku 1957 jeszcze przez kilka lat był członkiem zespołu redakcyjnego). W tym samym roku rozpoczął słynną współpracę z „Tygodnikiem Powszechnym”, w którym przez 40 lat publikował swoje teksty. Jego najbardziej znane cykle drukowane w Tygodniku to m.in.: „Bez dogmatu”, „Łopatą do głowy”, „Pod włos” czy też „Wołanie na puszczy”. Jerzy Turowicz, redaktor pisma w latach 1945–1999, wspominał felietony Kisielewskiego jako: ironiczne, szydercze, nieraz żartobliwe, nacechowane zdrowym rozsądkiem, ostrością krytycznego spojrzenia na otaczającą (…) rzeczywistość, wielką odwagą cywilną, a zwłaszcza niebywałą niezależnością[18]. Owa „niezależność” przyczyniła się do częstych konfliktów między Kisielewskim a redakcją gazety (czasem, tak jak w przypadku powieści Sprzysiężenie, z którą wiązała się duża afera, Kisielewski był zawieszany przez cenzurę). Dłuższa przerwa w ukazywaniu się felietonów Kisiela miała miejsce w roku 1968 – wówczas na zebraniu Związku Literatów Polskich użył on określenia „dyktatura ciemniaków”. Kolejne lata wnosiły narastającą dyspersję między poglądami kompozytora a redakcją. W latach osiemdziesiątych daje się odczuć coraz większe rozgoryczenie Kisielewskiego, który pisał: nadal uważam się za szczerze zapraszanego gościa, choć daleko mi do brania odpowiedzialności za to, co się wokół tej wolnej rubryki wypisuje[19]. W końcu, po felietonie negującym wybory z ‘89 roku, redakcja „Tygodnika Powszechnego” zamieściła taką oto notę:

Kisielu Kochany, uwierz, że to, co się dzieje, to nie gra kilku niesympatycznych Ci facetów, że Solidarność to duża rzecz (…), że te wybory nie przypominają w niczym tych Twoich z 1957 roku. Walczyłeś Kisielu tyle lat samotnie i dziś trudno Ci zrozumieć tych, którzy chcą być razem[20].

Po tym fakcie Kisielewski zerwał już na zawsze współpracę z „Tygodnikiem Powszechnym”. Dostał natomiast propozycję pisania felietonów do tygodnika „Wprost”, na którą nie przystał. Zgodził się jednak na cotygodniowe wywiady przeprowadzane z nim przez Piotra Gabriela. Rozmowy trwały od czerwca 1990 roku do września 1991 roku. Wtedy to Kisielewski trafił do szpitala, a zamiast cotygodniowego wywiadu ukazała się notka: Zawieszamy rozmowy z panem Stefanem Kisielewskim z przyczyn zależnych od Pana Boga[21].

Wróćmy jeszcze do pierwszej większej represji na Kisielewskim spowodowanej powieścią Sprzysiężenie. Wydana w 1946 roku książka wywołała burzę, zarówno wśród władz państwowych, jak i Kościoła, a określona została mianem „szkodliwej społecznie” za zbyt „wybujały indywidualizm” oraz drastyczne sceny erotyczne. Kisielewski jednak tak gromką krytyką wcale się nie przejął, pisząc kolejne powieści: Zbrodnia w Dzielnicy Północnej, Miałem tylko jedno życie, Przygoda w Warszawie, Kobiety i telefon, Widziane z góry, Cienie w pieczarze, Romans zimowy, Śledztwo, Ludzie w akwarium, Podróż w czasie, Wszystko inaczej oraz ostatnia – niedokończona – Zanim nadejdzie śmierć[22].

 

SŁOWO NA ZAKOŃCZENIE

Jak się ma pisarstwo Kisiela do jego muzyki? Wspólne są tu: dowcip, humor, lekkość, ostrość, wyrazistość rysunku, sarkazm; wszak muzyka jego powstawała w Polsce Ludowej…[23]

Tak pisał o Kisielewskim Bohdan Pociej. W Dziennikach, które ukazały się dopiero po śmierci kompozytora, jawi się on niejako Don Kichot – walczący przeciw „Polsce zdziecinniałej”, czasem wręcz poddający się czarnym myślom:

[…] paraliżuje mnie poczucie niepotrzebności i niemożności sprostania wypadkom – innego tu pióra potrzeba, żeby rozwikłać te wszystkie nieporozumienia i komplikacje […] Okropnie się czuję „bez miejsca na świecie”: co pisać, co robić?[24].

Niewielu zdaje sobie sprawę z faktu, iż Kisielewskiemu w Polsce czasów PRL-u nie dano być publicystą poważnym – na powagę nie pozwalała cenzura, stąd może ten jakże charakterystyczny ton jego pisarstwa – pełen humoru i ironii – frapujący. Może jego muzyka, neoklasyczna, trochę beztroska, była właśnie taka przez czystą przewrotność, bo jedyną formą patosu dla człowieka silnego jest: humor.

[1] Do generacji „Pokolenia 1910” należeli również tacy wybitni twórcy, jak m.in: Jerzy Andrzejewski, Witold Gombrowicz, Konstanty Ildefons Gałczyński, Czesław Miłosz, Teodor Parnicki.

[2] Op.cit. Małgorzata Gąsiorowska, Kisielewski…, s. 14.

[3] Stefan Kisielewski, Wspomnienia muzyczne [w:] ibidem, s. 15.

[4] Stefan Kisielewski, Coś o muzyce [w:] ibidem, s. 20.

[5] Stefan Kisielewski, Wrocławskie etiudy krytyczne [w:] ibidem, s. 193.

[6] Stefan Kisielewski, Wrocławskie etiudy krytyczne [w:] op.cit. Małgorzata Gąsiorowska, Kisielewski…, s. 193.

[7] Marta Ługowska, Ostatni wywiad ze Stefanem Kisielewskim, „Ruch Muzyczny” 1991, nr 21, s. 8.

[8] Był to rok 1957. Rola Cześnika powierzona została Janowi Kurnakowiczowi, Podsoliny – Danucie Szafarskiej a Klary – debiutującej wówczas Beacie Tyszkiewicz.

[9] Film Kalosze szczęścia wyreżyserował Antoni Bohdziewicz w 1958 roku. Dialogi oraz teksty do piosenek pisał sam Sławomir Mrożek.

[10] Tekst piosenki na podstawie: Edyta Geppert, Kalosze szczęścia – tekst piosenki, [online], http://teksty.org/edyta-geppert,kalosze-szczescia,tekst-piosenki, dostęp: 10.09.2013.

[11] Reżyserem sztuki do słów Jana Brzechwy był Kazimierz Dejmek.

[12] Elżbieta Szczepańska-Malinowska, Rozmowa ze Stefanem Kisielewskim, w programie do baletu „System doktora Smoły i profesora Pierza”, Teatr Wielki, Warszawa 1988 [w:] op.cit. Małgorzata Gąsiorowska, Kisielewski…, s. 161.

[13] W lutym 1968 roku zdjęto ze sceny Teatru Narodowego Dziady w reż. Kazimierza Dejmka, co rozpoczęło szereg demonstracji studenckich.

[14] Pierwsza – Leopold Tyrmand, U brzegów jazzu, PWM, Kraków 1957; druga – Jerzy Radliński, Obywatel jazz, PWM, Kraków 1967.

[15]S. Paroń, M. Wawrzyczek, Kisiel Publicysta, [online], http://kisielewski.org.pl/index.php/stefan-kisielewski/kisiel-publicysta/, dostęp: 20.09.2013.

[16] Stefan Kisielewski, Polityka i sztuka, Wydawnictwo Eugeniusza Kuthana, Kraków 1949.

[17] Stefan Kisielewski, W odpowiedzi P. Kofflerowi, „Muzyka Polska” 1937, nr 3, s. 144., [Cyt. za:] op.cit. Małgorzata Gąsiorowska, Kisielewski…, s. 29.

[18] S. Paroń, M. Wawrzyczek, Kisiel Publicysta, [online],http://kisielewski.org.pl/index.php/stefan-kisielewski/kisiel-publicysta/, dostęp: 20.09.2013.

[19] Ibidem.

[20] A. Krupa, Sam sobie sterem, [online], http://tygodnik.onet.pl/1,60392,druk.html, dostep: 20.09.2013 r.

[21] S. Paroń, M. Wawrzyczek, Kisiel Publicysta, [online], http://kisielewski.org.pl/index.php/stefan-kisielewski/kisiel-publicysta/, dostęp: 20.09.2013 r.

[22] Wykaz powieści Stefana Kisielewskiego, wraz z ich opisami bibliograficznymi znajduje się w: op.cit. Maria Gąsiorowska, Kisielewski…, s. 311.

[23] Bohdan Pociej, Kompozytor (w cyklu „Notatki o muzyce”), „Tygodnik Powszechny” 1991, nr 45, s. 8.

[24] Stefan Kisielewski, Dzienniki, Warszawa 1997, s. 543–544.

Autor publikacji: Agnieszka Środowska